To, o czym napiszę, jest niezwykle świeżą sprawą i tak naprawdę to nie wiem, co próbuję osiągnąć. Może chcę zatrzymać tkwiący we mnie ból... Od wczoraj już nic nie wiem.
Łukasza znałam krótko, ale już od pierwszego spotkania coś mnie do niego ciągnęło. Muszę przyznać, że po raz pierwszy zafascynowało mnie w chłopaku coś innego niż jego wygląd. Siedziałam wtedy na sofie w kąciku telewizyjnym na weselu mojego kuzyna. Czułam się trochę niepewnie w towarzystwie, do którego zaprowadziła mnie młodsza siostra cioteczna. Można powiedzieć, że nie potrafiłam zaaklimatyzować się w grupie osób, które dobrze się znały. Wtedy podszedł do mnie chłopak, na oko starszy ode mnie i reszty, pocałował moją dłoń i powiedział swoje imię. Jedynym problemem było to, że przy głośnej muzyce kompletnie nic nie usłyszałam. Z pomocą przyszła mi siostra. Z Łukaszem przetańczyłam zaledwie dwie piosenki i teraz żałuję, że tylko tyle, bo więcej nie będzie okazji...
Po powrocie do domu postanowiłam odnowić użytkowanie na portalu nk, ale moja nieśmiałość nie pozwoliła na nic prócz zaproszenia go do znajomych. Również tym razem pomogła mi siostra, choć bez mojej zgody. Znała Łukasza już dłużej i napisała do niego wprost, czy mnie lubi. Początkowo miałam ochotę ją zbesztać, ale odpowiedź chłopaka wbiła mnie w ziemię. Powiedział, że tak i spytał, czy i ja go lubię. Wtedy to było oczywiste, a teraz w oczach stoją mi łzy.
Zaczęło się. Wieczory spędzone przed ekranem komputera. Rozmowy o wszystkim i o niczym. Wyczekiwanie, aż będzie dostępny w komunikatorze i rozczarowanie, gdy się nie pojawiał. Po kilku rozmowach zrozumiałam, że był moim przeciwieństwem, ale przez to mogliśmy się uzupełniać. Wnosiłam do jego życia szczyptę statyczności, a on wypełniał lukę we mnie humorem. Doskonale pamiętam każde słowo, które pisał o mnie, każde, które mówiło o nim... Poznałam jego ulubione danie, film, piosenkę... Zaraził mnie zainteresowaniem do samochodów. Pamiętam, jak wyczekiwałam naszego kolejnego spotkania, a skończyło się na tym, że powiedzieliśmy sobie tylko „Hej”. Śpieszył się. Pamiętam, jak używał takiego specyficznego zwrotu: „Wydaje ci się, bo rośniesz”. Zapamiętam to na zawsze. Kiedy przyjaciółka robiła jakieś aluzje do tego, że go kocham, ja podkreślałam, że to tylko znajomość, koleżeństwo... Później zrozumiałam, że to przyjaźń.
Wczoraj zaskoczył mnie poranny telefon od siostry, a jeszcze bardziej jego treść. „Łukasz nie żyje”. Nic nie rozumiałam, a ona powiedziała, że musi kończyć. Wbiło mnie w krzesło. Nie, to jego kolejny żart, myślałam, to niemożliwe. Siedemnastolatek. Mój przyjaciel. Telefon do siostry, a ona tylko: „Wejdź na nk”. Weszłam, a tam pod imieniem i nazwiskiem Łukasza widniało jego zdjęcie przepasane czarną wstążeczką. Nie, to musi być żart, myślałam. Łukasz mieszkał daleko, można powiedzieć, że zbyt daleko i musiałam opierać się na informacjach od osób pobocznych. „Zmarł śmiercią tragiczną”. Ten slogan męczył mnie i męczy nadal. Kolejna wiadomość od siostry. „Utonął” - on i jego kuzyn. Kolejna porcja niedowierzania, smutku i żalu. Przez kilka godzin nie mogłam przełknąć tych słów, aby powiedzieć mamie. Gdy to zrobiłam, wybuchnęłam niekontrolowanym płaczem, z trudem łapałam oddech...
Wtedy, kiedy to się stało, czekałam całą noc, aż stanie się dostępny w komunikatorze. Nie doczekałam się i już nigdy to nie nastąpi. Kolejne wiadomości od jego siostry o przywiezieniu ciała i pogrzebie. Za daleko. Nie ma szans, abym pojechała. Nie mogę się pozbierać. Kiedy myję zęby, myślę o tym, że on już nigdy nie umyje. Dziś będzie ten film, jego ulubiony. Nie dam rady go obejrzeć, ale sam mówił, że jest co roku. Zawsze go oglądał, a teraz dobija mnie fakt, że będzie inaczej. Usunęłam z komórki jego wiadomości, zbyt mocno bolały. Nie żałuję, że go poznałam, choć nie trwało to nawet pełnego miesiąca.
Zastanawiam się, co musiał czuć, gdy do jego płuc wlewała się woda, co było jego ostatnią myślą... Czuję, jakby niewidzialny sztylet przeszył mi serce i nie wiem, czy to minie. Może. Kiedyś. Ale przyjaźń nie zniknie. Zawsze będę pamiętała go jako roześmianego chuligana, który przyciąga wypadki. Nie potrafię pisać tych słów bez łez, one po prostu spływają po policzkach i skapują na klawiaturę. Jutro odbędzie się jego pogrzeb. O godzinie 11:00 załkam cicho w bólu po stracie kogoś bliskiego.
Wcześniej myślałam, że takie historie zdarzają się tylko w filmach, ale się myliłam. Mówi się, że dopóki człowiek nie zostanie pochowany, jest nadzieja. Ale kiedy wyobrażę sobie jego zimne, blade ciało spoczywające w trumnie, mój umysł próbuje wyprzeć to uczucie. Dzisiaj mało jadłam, przespałam pół dnia, a gdy się obudziłam, pomyślałam: „Nie, to chyba sen” i zapłakałam. Rozmawiałam z nim, a przynajmniej to ja mówiłam. Przeprosiłam, że raz go okłamałam, poprosiłam, aby zabrał mnie do siebie. Nie odpowiedział. Wierzę w życie po śmierci i to, że kiedyś jeszcze się spotkamy.
Łukasz, tęsknię. Proszę, chcę być tam z tobą. Nie zostawiaj mnie. Przyjaciół przecież się nie zostawia. Kiedy skończę gimnazjum, pojadę nad twój grób, pochylę się i zapłaczę tak jak teraz albo jeszcze rzewniej. Tylko mnie nie zostawiaj...
Zła na świecie jest tak wiele,
ale dlaczego, Boże, giną przyjaciele?
20.07.2010 - śmierć
21.07.2010 - smutna wiadomość
22.07.2010 - piszę, wylewam łzy; JEGO ulubiony film
23.07.2010 - pogrzeb
Dodaj komentarz
Komentarze
Ale trzeba mieć siłę.
Uwierz, że obojętnie w jaki sposób-kiedyś się z tym pogodzisz.
I zauważysz, że tam jest Mu lepiej...
BTW: umarł w moje urodziny... Troche mnie to przeraziło
W trakcie jego czytania przeszył mnie dreszcz i łzy napłyneły mi do oczu, kiedy przeczytałam, że Twój Przyjaciel używał takiego samego specyficznego zwrotu jak mój chłopak...
Pamiętaj,że On zawsze będzie przy Tobie, zawsze będziesz mogła z Nim porozmawiać, a On będzie Cię chronił do końca Twojego życia, aż w końcu kiedyś się spotkacie... :(
Pozdrawiam.
Tak jak i Ty, wierzę w życie po śmierci. Jestem pewna, że Łukasz jest teraz przy Tobie.
Jest Ci teraz ciężko, ale po pewnym czasie zrozumiesz, że Jemu już jest lepiej. W Niebie. Kiedyś też tam będziesz. Spotkacie się. Wtedy już nie będzie wizji rozstania. Wtedy wszyscy będziemy razem, szczęśliwi...
Pozdrawiam.